Nieograbiony i nierozgromiony Wiersze i szkice Osip Mandelsztam wybrał, przełożył i komentarzami opatrzył Adam Pomorski [2011]
Opis
Moje pierwsze świadome i wyraźne doznanie to widok ponurych tłumów na ulicach. Miałem dokładnie trzy lata. Rok był 1894, dorośli wzięli mnie ze sobą z Pawłowska do Petersburga, żeby obejrzeć pogrzeb Aleksandra III.¹ Na Prospekcie Newskim, mniej więcej u wylotu Nikołajewskiej, wynajęli umeblowany pokój na trzecim piętrze. Już w przeddzień wieczorem wdrapałem się na parapet, widzę: ulica czarna od ludzi. Pytam: „Kiedy będą jechać?”. Mówią: „Jutro”. Zdumiało mnie zwłaszcza, że wszystkie te tłumy całą noc spędziły na ulicy. Nawet śmierć po raz pierwszy ukazała mi się w zgoła nienaturalnie pompatycznej, odświętnej postaci. Szedłem kiedyś z nianią i z mamą ulicą nad Mojką koło czekoladowego gmachu ambasady włoskiej.² A tu nagle — drzwi otwarte na oścież, wszystkich swobodnie wpuszcza się do środka, a stamtąd pachnie żywicą, kadzidłem i jeszcze czymś słodkim i przyjemnym. Czarny aksamit wyciszał wejście i ściany obstawione srebrami i roślinami tropikalnymi, bardzo wysoko w górze leżał zabalsamowany ambasador Włoch. Co ja miałem z tym wspólnego? Nie wiem, ale były to mocne i wyraziste wrażenia, które do dziś zachowałem w pamięci.
Na co dzień miasto żyło życiem ubogim i urozmaiconym. Dzień w dzień koło piątej odbywano spacer na Dużej Morskiej — od Gorochowej aż do łuku Sztabu Generalnego. Cokolwiek było w mieście próżniaczo wymuskane, wszystko tam i z powrotem sunęło z wolna trotuarem, składając po drodze ukłony: brzęk ostróg, język francuski i angielski, chodząca witryna angielskiego sklepu i Jockey Clubu. Tutaj właśnie bony i guwernantki, młodziutkie Francuzki, prowadzały dzieci, żeby wzdychać i dokonywać porównań do Pól Elizejskich.
Tyle razy najmowano do mnie różne Francuzki, że ich rysy poplątały mi się i zlały w jedną wspólną plamę portretu. O ile rozumiem, wszystkie te Francuzki i Szwajcarki od piosenek, kaligrafii, czytanek i koniugacji same przy mnie dziecinniały. W środku wypaczonego przez czytanki obrazu świata stała postać wielkiego cesarza Napoleona i wojna 1812 roku, następnie Joanna d'Arc (trafiła się zresztą jedna Szwajcarka kalwinistka), a chociaż, ciekawy z natury, próbowałem wypytywać je o Francję, nie uzyskałem nic ponadto, że jest piękna. U Francuzek liczył się kunszt obfitej i szybkiej wymowy, u Szwajcarek — znajomość piosenek, z których koronna to piosenka „o Malbruku”. Te biedne dziewczyny żywiły kult wielkich ludzi: Hugo, Lamartine'a, Napoleona i Moliera. Co niedziela mogły iść na mszę, na żadne znajomości im nie zezwalano.
Gdzieś tam jest Île de France: wino w beczkach, białe drogi, topole, winogrodnik z córkami wybrał się do babuni w Rouen. Wraca — a tu wszystko scellé,³ prasy i kadzie opieczętowano, na drzwiach i piwnicach —
Szczegóły
| autor | Mandelsztam Osip |
| tytuł | Nieograbiony i nierozgromiony Wiersze i szkice |
| tłumaczenie | wybrał, przełożył i komentarzami opatrzył Adam Pomorski |
| seria wydawnicza | brak informacji |
| miejsce wydania | Warszawa |
| rok wydania | 2011 |
| wydawnictwo | Open Wydawnictwo Naukowe i Literackie |
| liczba stron | 641, [3] |
| rodzaj oprawy | tekturowa |
| format | 24 cm |
| dodatkowe informacje | Ilustracje. |
| stan | bdb-. [małe otarcia kraw. okładki]. |