Życie jest gdzie indziej czyli Luxus bez autoryzacji Bockenhime Wojciech [1994]

Bockenhime Wojciech / Życie jest gdzie indziej czyli Luxus bez autoryzacji / 1994

Kod producenta: luxus

Cena: 260.00

EGZEMPLARZ DOSTĘPNY

TERMIN REALIZACJI - MAKSYMALNIE WYNOSI 5 DNI ROBOCZYCH
(3 DNI NA REALIZACJĘ ZAMÓWIENIA ORAZ 2 DNI ROBOCZE NA DOSTAWĘ)

GDYBY KTOŚ Z PAŃSTWA ŻYCZYŁ SOBIE KRÓTSZY TERMIN REALIZACJI
ZAMÓWIENIA - PROSZĘ O KONTAKT MAILOWY LUB TELEFONICZNY

facebook Google+

Opis produktu:

Bockenhime Wojciech

Życie jest gdzie indziej czyli Luxus bez autoryzacji

Kraków 1994, BWA

Str. [88]

Oprawa broszurowa, 27 cm

Liczne fotografie

Stan bdb.


     Nakład 500 egz. / Książka wydana z okazji wystawy grupy Luxus "Make lover or war" w Galerii BWA w Krakowie.

(...) Ta dziewczyna, to była Lilka Świergalska, narzeczona Kozy - wtedy z nią mieszkałam. Głównie charakteryzowała się tym, że była taka szczupła, długonoga, miała małego fiata i była w ogóle bardzo rezolutna, znana w towarzystwie, raczej normalna. Zanim jeszcze cokolwiek zaczęło się dziać, tak nas roznosiła energia, że pobiegłyśmy na spacer, Pierwszą rzeczą jaką zrobiłyśmy to pogoniłyśmy na Halę Targową i tam zobaczyłyśmy bardzo piękne żółto-złote jabłka, które się nazywały Golden Delicious, to są moje ulubione jabłka od tej pory. Kupiłyśmy te jabłka i cały czas biegiem udałyśmy się na most - tam rzucałyśmy kaczkom i mewom te jabłka, a one je w locie chwytały. Potem pobiegłyśmy przez Ostrów Tumski i dotarłyśmy na Kacze Doły - tam była dzika roślinność, drzewa... Siedziałyśmy na drzewie, a ja rozmawiałam z pewnym ptakiem, po ptasiemu, i ten ptak to w ogóle tak się przywiązał, że jak odchodziłyśmy, to on za mną skakał po ścieżce... Ale my dalej odbiegłyśmy stamtąd, bo to była cały czas wycieczka w biegu. Pobiegłyśmy i spotkałyśmy człowieka-drzewo, na moście Grunwaldzkim. To był taki charakterystyczny facet, który się czasami pojawiał we Wrocławiu, miał na twarzy pełno narośli, jakieś guzy, to było coś przedziwnego, łaaaąą -taka twarz... Człowiek-drzewo nachylał się nad nami i mówił: chodźcie na kawę... Nie bardzo chciałyśmy się z nim zakolegować... Odbiegłyśmy więc od tego człowieka - a w międzyczasie zrobił się już zmierzch. Na moście Grunwaldzkim zobaczyłyśmy jak przejeżdża tramwaj - to był też bardzo dziwny widok. Ten tramwaj wyglądał jak kupa złomu, tak strasznie brzęczał, telepał się i w dodatku świecił od środka... Pobiegłyśmy dalej, potem siedziałyśmy w krzakach i oglądałyśmy Odrę, która sobie przepływała... Potem znienacka wybiegłyśmy z krzaków i ja wpadłam na charta afgańskiego - on najpierw chciał mnie zjeść, ale potem jakoś tak przestraszył się, podskoczył do góry na czterech łapach i uciekł w podskokach. Potem podchodziły do nas różne psy ze swoimi właścicielami - właściciele nie wiem jak na nas reagowali, za to zwierzęta - bardzo przyjaźnie. W końcu poszłyśmy do jakiejś koleżanki, piłyśmy wino... I to rozładowało całe napięcie...

Wyślij wiadomość gdy wiadomość pojawi się na stanie

Podaj adres email a powiadomimy Cię gdy książka pojawi się na stanie