Maria Wisnowska - w 43. rocznicę śmierci - epilog - "Tajny Detektyw" (1932) / Portret aktorki - atelier Karoli & Pusch [ca 1885]



    


    "W roku 1890 dokonana była ta zbrodnia. Żywe wspomnienia tej historji, która w owych latach spokojnego życia mieszczańskiego wstrząsnęła całą opinią, zachowali nie bardzo już liczni przedstawiciele starej generacji, ale też wiele tych wspomnień czas zatarł. Pozostały tylko w archiwach warszawskich grube tomy pożółkłych akt, które zachowały żywy przebieg rozprawy, tak niecodziennej dla Warszawy końcowych lat minionego stulecia. Był to właściwie jedyny w Warszawie wypadek zamordowania artystki. 



W przededniu 43. rocznicy tej zapomnianej tragedii, wydobywa ją na światło dzienne dziwny, a może nawet niesamowity przypadek. W rynsztoku, tętniącej dziś życiem miljonowego miasta Warszawy, znajdują zwłoki człowieka, który nosi imię i nazwisko zabójcy Marji Wisnowskiej, owej tragicznej bohaterki dramatu z przed lat. Był to Mikołaj Bartenjew, dziś już 63-letni starzec, bezdomny emigrant rosyjski, którego koleje losu i wódka stoczyły na samo dno upadku, podobnie, jak wiele, wiele innych figur dawnej carskiej Rosji. Ale wróćmy jeszcze do samego dramatu.



A więc... Wisnowska przybyła do Warszawy ze Lwowa i od razu zrobiła karjerę, stając się bożyszczem ówczesnych bywalców teatralnych Warszawy i całej młodzieży, którą czarowała ze sceny. Była najpopularniejszą aktorką, u stóp jej klękali wysokie stanowiska zajmujący wielbiciele, a w salonach schodziła się elita ówczesnej Warszawy. Ale z punktu psychiki była dla niektórych zagadką, mówiono wiele o jej dziwnych skłonnościach...



   


I oto w okresie, gdy Wisnowska stanęła u szczytu, gdy sama w pamiętnikach swoich pisała, że osiągnęła już wszystko w swojem życiu i nie ma już żadnych celów przed sobą, zjawia się nagle nowy cel: Był to młody oficerek carskiej gwardji, Mikołaj Bartenjew, syn bogatego kupca moskiewskiego, który za pieniądze kupił szlachectwo. Zobaczył Wisnowską i szalał dla niej, zresztą jak bardzo wielu innych.



Znajomość zawarli w osobliwych okolicznościach. Przez długi czas Bartenjew każdego wieczora bez przerwy przybywał do teatru, zajmując jedno i to samo miejsce. Jednocześnie z tem zaczęło się przysyłanie do garderoby Wisnowskiej wspaniałych kwiatów, do których wreszcie załączony został bilecik z prośbą o spotkanie. Była dlań odrazu łaskawą i odtąd zaczął się ten romans, który wywołał tak wielkie niezadowolenie wśród przyjaciół Wisnowskiej. Bartenjew miał się pobrać z Wisnowską, czemu stanął jednak na przeszkodzie ojciec jego, grożąc zamknięciem kasy i cofnięciem wszelkich zasiłków. Wisnowska ostygła w zapałach. Stosunek trwał jeszcze, ale widać było, że lada dzień nić pęknie.






W owym czasie Bartenjew wynajął garsonjerę przy ulicy Nowogrodzkiej 14. Był to pokoik parterowy, odnajęty od stolarza, wybity dywanami, z oknami zabitemi deskami. Tam Wisnowska odwiedzała młodego oficera... 



Pewnego dnia gruchnęła w Warszawie wieść o strasznem zabójstwie. W pokoiku przybranym kwieciem znaleziono Wisnowską martwą, z przestrzeloną piersią. Twarz miała przykrytą chustką, przesiąkniętą chloroformem. 



    


Po zabójstwie przybiegł sam Bartenjew do swego przyjaciela, rotmistrza huzarów Jelca, zerwał z siebie szlify i rzucając je na stół, krzyknął: - Już nie jestem oficerem. Zabiłem Manię!...

 


Proces Bartenjewa był największa sensacją ówczesnych czasów i odsłonił drastyczne kulisy sprawy. W przeddzień zabójstwa sprowadził morderca pod okna Wisnowskiej orkiestrę, która odegrała marsza żałobnego. 



Bartenjew tłumaczył się, że zabił Wisnowską za jej zgodą, gdyż oboje postanowili popełnić samobójstwo. Skazany na degradację, został Bartenjew zaliczony do pułku dragonów na Kaukazie, a następnie, w drodze łaski cesarskiej, przywrócony. Sprawa poszła wówczas w zapomnienie i nikt się Bartenjewem nie interesował. Nie wiedział też nikt, co się z nim dalej stało.

 


Dom przy ulicy Nowogrodzkiej 14, gdzie w garsonjerze Bartenjewa znalazła swą tragiczną śmierć Wisnowska, zmienił od tego czasu swój wygląd. Został w znacznej mierze przebudowany, wzniesiono nowe piętra, a z przed domu zniknął mały ogródek, który dawniej dodawał wiele uroku temu domowi. Z pośród ówczesnych mieszkańców nikt w nim nie pozostał. W miejscu, gdzie była dawniej garsonjera, znajduje się obecnie mieszkanie dozorcy. Do mieszkania tego po dziś dzień przychodzą jeszcze starsi panowie, pozostali przy życiu, zwolennicy i wielbiciele marnie zgasłego wielkiego talentu Wisnowskiej, którzy na miejscu jej tragicznej śmierci, wspominają dawne piękne lata. 



    


Do liczby tych dziwnych panów, będących jakby żywymi zabytkami starej Warszawy, przybył ostatniemi czasy jakiś stary włóczęga. Widziano go snującego się niemal codziennie. Często w bramie wypróżniał butelkę „monopolówki", a wówczas rozrzewniony wychodził na podwórze i śpiewał rosyjskie romanse cygańskie. Cze-mu upodobał sobie ten dom dla swoich rzewnych wynurzeń, nikt nie wiedział. Nie wiedziano również, co oznaczają jego słowa, gdy, otrzymując miedziaki, kłaniał się w pas i mówił: - 0, dzięki za laskę, ale prze-żyłem tu wielką moją tragedię... Kim był, skąd pochodził, nikt nie wiedział. Nazywano go tu „śpiewającym włóczęgą”, a do śpiewów jego, zamieniających się często w płaczliwy ryk pijaka, odnoszono się pobłażliwie. Wiedziano, że nie śpiewa specjalnie dla otrzymania datków, o które się nie napraszał, a jedynie przyjmował, gdy mu ktoś z własnej inicjatywy je rzucał. Śpiewał dla jakiegoś niezrozumiałego dla nikogo upodobania. 



I oto pewnego dnia, podczas codziennej wędrówki na Nowogrodzka, „śpiewający włóczęga" zwalił się pijany w rynsztok i zakończył wędrówkę na zawsze. Przesłano zwłoki do instytutu anatomii opisowej. 



W tłumoczku jego znaleziono carski krzyż św. Jerzego, dwa inne medale, medaljonik z fotografją kobiety, tak zniszczonej, że trudno było rozpoznać rysy, oraz zwitek papierów, stanowiących dokumenty tajemniczego starca.

 


Nazywał się Michał Bartenjew. Tak samo, jak nazywał się zabójca Wisnowskiej. Czy był to ten sam - trudno już teraz z całą pewnością ustalić. Ale jednak codzienne wędrówki jego na Nowogrodzką 14 i niezrozumiałe jego tam zachowanie się zdają się wiele mówić.



Dziwne koleje losu - poprzez łaskę cesarską, która po zbrodni z powrotem wyniosła Bartenjewa na powierzchnię życia, i przewrót bolszewicki, który uczynił zeń nędzarza - zagnały Bartenjewa jako emigranta do Warszawy. Co przeżył w międzyczasie, niewiadomo. Może u schyłku życia, gdy z dumnego oficera błyszczącej gwardji i rozkapryszonego syna moskiewskiego miljonera stał się włóczęgą strąconym na samo dno nędzy i upadku, odezwały się w nim wyrzuty sumienia? A może przez cale życie cierpiał, nie znajdując ukojenia?

 


Zbrodnia pozostawia niezatarty ślad — głęboką brózdę w duszy... 



Dziwny życiowo i dziwny kryminologicznie przypadek wyciągnął znowu po tylu latach na światło dzienne, okrytą mrokiem zapomnienia historię zabójstwa Marii Wisnowskiej..."

             


        ["Tajny Detektyw", nr 52/1932]








Portret Marii Wisnowskiej, siedzący, włosy upięte, głowa podparta ręką, suknia ozdobiona kwiatami, kolczyki, bransoleta, wachlarz

Fotografia na kartoniku firmowym

Warszawa, [ca 1895], atelier Karoli & Pusch

Wymiary: 16 x 11 cm (format gabinetowy)

Pod zdjęciem nadruk: "Karoli & Pusch w Warszawie"

Na rewersie winietka z lirą w wieńcu laurowym i napisem: "Karoli & Pusch / Fotografia Teatrów Rządowych w Warszawie / ulica Miodowa No 4/ Klisze zachowują się i na żądanie można mieć odbicia"

Otarcia krawędzi

Autor: Maciej Barski

Tagi:
  • aktorka
  • carmen z nowogrodzkiej
  • femme fatale
  • fotografia
  • karoli & pusch
  • maria wisnowska
  • mikołaj bartenjew
  • morderstwo
  • nowogrodzka 14
  • romans
  • tajemnicza śmierć
  • tajny detektyw
  • wisienka
  • zbrodnia