Komitet Narodowy Polski w Paryżu do Wojowników Polskich / odezwa KNP do Powstańców Listopadowych [1831]

Wojownicy Rodacy jeszcze raz los nas rzucił w Powstanie Listopadowe


Deklaracja ideowa Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu, Joachima Lelewela, Leonarda Chodźki i innych członków KNP.

 

"Wojownicy! Rodacy! Jeszcze raz los rzucił ojczyznę naszą pod stopy zaciętego jej wroga. Jesze raz bracia nasi karki swoje giąć muszą przed władzcą niewolników, przed mordercą naszych swobód. Raz jeszcze na dłoni wolnego człowieka , żelazo despoty wygniecie znamie poddaństwa. Jeszcze raz zbrodnią będzie nazywać siebie Polakiem. Taki los zgotowała nam niedołężność lub zdrada ! Niedołężność lub zdrada ! Bo gdzież kiedy tryumfem broni nieprzyjaciel nasz chełpić się może i Któreż pole świadkiem było wyższości ich męztwa , gdzież kiedy Polak pierzchnął przed Moskalem ? A jednak upadliśmy ! bo wasi przewodnicy nie wzbudzili W sobie tak jak wy wiary w zmartwychwstanie ojczyzny, ho zamiast przekonania we własnych siłach, zamiast ufności po tylu zwycięztwach albo się na pośrednictwo obce oglądali, albo was zwrogiem , wbrew woli narodu pogodzić chcieli. Ręce wasze skrępowała zwłoka ; ho kiedy nieprzyjaciel w przestrachu zupełnego zniszczenia przed waszą uciekał pogonią, ocaliła go nieczynność nakazana : i ten, którego ramie wasze zagnałoby za brzegi Dniepru, brzegami Wisły pozostał. Poźniej jakby na ostudzenie tego ognia, co was do boju zapalał, pozwolono mu spokojnie przebyć Wisłę , rozlać się po kraju ; i kiedyście chcieli z nim na otwartem zmierzyć się polu , jakby na szyderstwo waszego męztwa kazano wam za wałami się bronić. W ówczas najbrudniejsza zdrada chwyta dogodną chwilę , i roździela wasze siły. Choć roździelone, są jeszcze straszne*, zdrada dokończa dzieło spłodzone w ciemnościach piekła, i szydząc z najświętszych uczuć, was, ludzi wolnych w kajdany oblec i w ręce oprawców wydać pragnie. Zadrzały serca wasze przed obrazem tej okropności. Jakto ! sromota na czole Polaka ! Nie ! Można mu stargać najświętsze jego węzły, można krew jego roztoczyć , ale go hańbą zmazać nie można. Przenieśliście wygnanie nad sromotę , poszliście żyć na obcćj ziemi ; bo tam, gdzie wasi ojcowie wolnem tchnęli powietrzem , wybyście niewolnikami byli. Wzrok wasz za każdym krokiem spotykałby panów szydzących z waszej męczarni. I tę ziemię tyran Polaków kazałby wam ojczyzną nazywać, kazałby całować ręce krwią waszych braci zmazane , a siebie zwałby wybawcą od anarchii, demagogów, buntowników ! Nie ma ojczyzny, gdzie nie ma wolności. Słońce nie świeci dla niewolnika, ziemia się dla niego w zieloność nie stroi, pokarm który pożywa w truciznę się zmienia. Przed tym pokarmem uszliście bracia! Czarny kawał chleba, woda ze strugi czerpana, prędzej się w życiodawcze zamieniają soki, kiedy je łzami cierpienia na widok hańby oblewać nie trzeba. Lecz odetchnijmy pod ciężarem tych wspomnień, rozjaśnijmy widownią przyszłości i myśli nasze ku błogiej podnieśmy nadziei. Czy słyszeliście ludów Europy i Ameryki błagalne za naszą sprawą modły? czy słyszycie dziś jeszcze pochwalne dla was pienia? Wszędzie brzmi dla was głos czci i podziwu, wszędzie się gościnne przed Polakiem otwierają. progi , bo szlachetne jest jego tułactwo. I w tem tułactwie wytrwajmy : niech to ostatnia próbą męztwa naszego będzie. Narodów wytępić nie można. I my nie zginęliśmy! Nie zginął nasz język , obyczaje, religia ; nie zginęła pamiątka naszej wielkości , pamiątka władztwa polskiego nad tymi co dziś naszą przygnietli ojczyznę. Jeszcze rdza nic stoczyła polskiego żelaza, jeszcze koń polski zarży pod ulubionym wojownika ciężarem, pod dzidą Ułana i Krakusa. Jeszcze i dla nas zaświec ci gwiazda wolności. Powrót mściwego losu nie jest, daleki. Nie wracajcie więc jak służalcy tam , gdzie jak zwyciężcy wkroczyć możecie. Nie wracajcie na ziemię zbrudzoną stopami Baszkira. Niech dłoń wol. nego Polaka nie uściśnie dłoni służalca despoty. Bo przyjdzie ta chwila, w którćj głos trąby powoła was na ojczyste niwy. Tam otworzą się groby poległych braci inszych , a z ich kości wynijdą mściciele. Pójdziemy wywołać ich cienie, lecz z orężem W dłoni ; bo inaczej wzrok ich nie zniósłby sromu naszego, a jęki ich oskarżałyby przed niebem braci, co nikczemnością swoją spokojność ich grobową. wzruszyli. Polska, Polska Jagiellonów, niepodległa , wolna lub wieczna śmierć ! Oto jest, hasło nasze! Dan w Paryżu. Dnia 25 grudnia 1831 roku. 

 

Komitet Narodowy Polski w Paryżu
             Komitet Narodowy Polski w Paryżu do Wojowników Polskich

 

PREZES. Joachim LELEWEL.

CZŁONKOWIE:

WALENTY ZWIERKOWSK, LEONARD CHODŹKO, ROMAN SOŁTYK, TADEUSZ KRĘPOWIECKI, ANTONI PRZECISZEWSKI, KAROL KRAITSIR, ANTONI HŁUSZNIEWICZ, ADAM GUROWSKI

SEKRETARZ: WALERYAN PIETKIEWICZ

W PARYŻU, W DRUKARNI PINARD, PRZY ULICY D'ANJOU-DAUPIIINE N° 8

[pisownia oryginalna]

 

Komitet Narodowy Polski w Paryżu do Wojowników Polskich 1831

Autor: Maciej Barski

Tagi:
  • 1831
  • Powstanie Listopadowe
  • druki ulotne
  • odezwa