"Dola chłopa w Kraju Wolności" czyli czerwony terror, białe szaleństwo, kiszonka gałęziowa, ogórki na Murmaniu i frontem do królika [1944]

Hlodomor Wielki głód na Ukrainie


Poniżej prezentujemy broszurę pt. Dola chłopa w "Kraju Wolności" wydaną w Warszawie w 1944 roku nakładem Departamentu Informacji Delegatury Rządu na Kraj. Opisano w niej mechanizmy czerwonego terroru, skutki kolektywizacji wsi, wielki głód i absurdy sowieckiego systemu, które udowadniają, że rzeczywistość opisana w "Diaboliadzie" M. Bułhakowa, nie jest fikcją literacką, a wręcz reporterskim zapisem codzienności kraju rad.


DOLA CHŁOPA W „KRAJU WOLNOŚCI"

Rosja znowu wyciąga ręce po nasze ziemie. Chce zagrabić połowę Polski. Chce narzucić kilkunastu milionom ludu polskiego swoje jarzmo. Niebezpieczeństwo idące z tej strony jest duże. Niebezpieczeństwo to dorównywa temu, które przeżyliśmy przed niespełna 5 laty. Niemcy, rozpoczynając wówczas nową, krwawą pożogę światowa, chcieli odepchnąć nas od morza, zrabować nowy kawal polskiej ziemi. Niemcy chcieli poprzez Prusy Wschodnie, połączone z Rzeszę zacisnąć swoją krwawą łapę na naszym gardle i uczynić z Polski druga Czechosłowację, odcięta od wszelkich mórz, uzależniona od Niemiec. W obronie swego bytu, w obronie strasznej doli milionów Ludu Polskiego, narzucona nam wojnę podjęć musieliśmy. Rachuby Niemiec zawiodły. Dziś już wiemy napewno, że wkrótce zdławione potęgę Sprzymierzonych legnę. Ale jak powiedzieliśmy, wysuwa się niebezpieczeństwo drugie i nie mniej groźne. Sowdepia chce teraz zawładnąć połowę naszego Kraju. Sowdepia szuka sposobów rabunku i wichrzy w Europie. Ale Sowdepia jest związana umowami i zależna w bardzo dużym stopniu od dostaw i pomocy Aliantów. Ale Alianci są również naszymi sprzymierzeńcami i w obronie naszych praw podjęli wojnę. Sowdepia nie może więc prowadzić z nami jawnej wojny, dlatego też stara się działać chytrością i podstępem. Tak się przedstawia sytuacja polityczna świata. A jakie jest niebezpieczeństwo płynące do nas ze wschodu, ze strony Sowdepii?


WYSOKI PŁOT


Co powiedzielibyśmy o takim sąsiedzie, który nabywszy obok nas gospodarkę, ustawił dookoła wysoki, szczelny, nie dający się przekroczyć płot, omotał go na dobitkę drutami kolczastymi, pokopał doły i rowy, utrzymuje na straży wielką ilość złych psów i nikomu nie pozwała nawet na chwilę rzucić okiem co się tam, za tym parkanem dzieje. Kto próbuje się tam dostać — zostaje rozszarpany przez złe psy, albo pochwycony, zawleczony w głąb i... nigdy nie wraca. Tak samo się dzieje z tymi, którzy chcę się wydostać z tego odrutowanego i odgrodzonego od całego świata gospodarstwa. — Co się tam robi? Dlaczego się tak odgradzają? Dlaczego nie żyję z innymi, jak wszyscy na świecie, po ludzku, po sąsiedzku? Takie oto byłyby nasze pytanie przez 20 lat pokoju i tak dziwowali-byśmy się, mając takiego sąsiada. A już ze zgrozy cierpłaby nam skóra na grzbietach i ciarki chodziły po kościach, gdybyśmy noc w noc i dzień w dzień słyszeli salwy karabinowe, strzały, straszne przedśmiertne krzyki, ludzkie, jęki i wycia bólu, a wielkie megafony i radia — poustawiane dla świata — głosiłyby, że tam, za tym nieprzeniknionym płotem prowadzona jest „radosna i wesoła praca", że tam właśnie, jak nigdzie na świecie „człowiek oddycha prawdziwą wolnością". Zgroza i strach przejmujący podnosiłyby nam włosy na głowie, gdyby doczołgał się któregoś ranka do naszych miedz goniący resztę sił, obszarpany i wynędzniały, słaniający się' na nogach, zaszczuty psami człowiek-uciekinier z „radosnego kraju" i zbielałymi ustami, konając wyszeptał: tam śmierć... Takim sąsiadem naszym — o czym wszyscy wiemy, odgradzającym się od całego świata wysokim parkanem granicy — jest Sowdepia. Niewielu ludziom udało się stamtąd wyjść z życiem. Za usiłowanie przekroczenia granicy. „kraj wolności" ustawę z dnia 7.VI.1934 r. art. 59 przewiduje karę śmierci. Przez granicę przelecieć może tylko ptak. Więc gdzież jest ta wolność i swoboda? I któryż to kraj na całym Bożym świecie ma podobne prawa? Któryż tak strzeże swych granic? Dlaczego to stosowana jest kara śmierci za chęć wydostania się z „państwa wolności i wielkiego szczęścia"? Aby odpowiedzieć sobie na te wszystkie pytania, wiele rzeczy trzeba pokolei opowiedzieć, jak opowiadali to ludzie, którzy stamtąd przed wojnę, po kilkunastu latach pobytu i po parotygodniowym przekradaniu się przez granicę, ujść jednak zdołali. Cóż oni mówię?


CZERWONY TERROR I BIAŁE SZALEŃSTWO


Sowdepię ogarnęło „białe szaleństwo". Tym białym szaleństwem jest niebywała w całym świecie biurokracja, zapisująca miliony ton papieru. Papieru niema. Cała produkcja zużywana jest na potrzeby biurokracji. Przecież w Sowdepii wszystko jest państwowe. Biurokracja wylicza ci i wydaje porcje chleba i goręcej wody (zamiast dawnej herbaty), biurokracja oblicza ci przestrzeń do spania w izbie czy baraku, zajmuje się naprawę twego dziurawego czy zdartego buta i koszulę na grzbiecie. Biurokracja oczywiście ustala normy twojej pracy i sprawdza przez dziesiątki urzędników, czyś je wypracował. Wszystko co ciebie, jako robotnika czy chłopa tyczy, musi być dokładnie zapisane, wyliczone, sprawdzone, i skontrolowane. Jeśli cośkolwiek chcesz dostać, a właściwie kupić, cokolwiek jest ci potrzebne, musisz złożyć podanie, przypomnienie, ponaglenia i odwołania, musisz dać zaświadczenia i odpowiednie załączniki, które również są papierkami i również ktoś je wypisuje, sprawdza, kontroluje i podpisuje. Strach pomyśleć! Nic bez papierka, zapisania i podania. Papieru w Rosji brak i niema go nawet na skręcenie głupiego papierosa, ale rosnę milionowe stosy papierków. Biurokracja tonie w nich jak w bagnie. Zagrzebuje się po uszy, rozbudowuje i rozrasta jeszcze bardziej, aby wszystkiemu podołać i... tworzy papierki nowe. Miliony ludzi w Sowdepii myślę tylko o tym, aby usprawiedliwić konieczność swego siedzenia za urzędniczymi stołami. Przecież praca robotnicza czy kołchoźnicza to katorga, to śmierć. Kto tylko może ten od niej ucieka do pracy lżejszej. Ale każdy musi jakoś pracować, a nikt niemal nie może uciec. Pracuje więc kto uciec nie może i nie umie — chłop. Na domiar złego w Sowdepii wszystko jest płynne. Wszystko cięgle się zmienia i przeorganizowuje. Poza rzędem i NKWD nic stałego niema. Ludzie są przenoszeni z jednego miejsca na drugie. W milionach papierków i tysiącach urzędów twoje papierki ginę, gubię się w stosach innych, takich samych jak twoje. I robota zaczyna się od początku. Pisz papierek, aby odnaleziono ci tamten papierek. A tu. często jeść się chce, albo chodzisz bez butów czy ubrania.


BIUROKRACJA KIERUJE PŁUGIEM


Prywatnej własności rolnej w Sowdepii niema. To wiedzę już wszyscy. Ziemia jest własnością państwa. Każdy rozumie, ilu ludzi „z 'za biurek" kierować musi pracę na milionach hektarów ziemi państwowej. I każdy rozumie, jak to uprawianie ziemi „z za biurek", przez urzędników wygląda. Wiemy też jakie może dawać rezultaty i plony ziemia tak gospodarowana. W r. 1924 padło w Sowdepii 19 milionów koni (według statystyki sowieckiej i słów samego Stalina). Ile milionów padło bydła i trzody statystyka nie podaje. Wiemy, że paść musiało znacznie więcej. Co było przyczynę. tego?... Kolektywizacja i likwidowanie prywatnych „kułackich" gospodarstw. W nowozorganizowanych kołchozach nie było nie tylko owsa, ale nie rosła i trawa. Paszy nie było... Od czegóż jest biurokracja? W kołchozach na setkę pracujących 25 — 30 spełnia funkcję .urzędniczo-administracyjnę. Każdych dwóch ludzi pracuje na trzeciego partyjnego biuro-kratę sowieckiego porządku. Za tysiącami biurek wymyślono więc nową paszę.

BIUROKRACJA KIERUJE PŁUGIEM


KISZONKA GAŁĘZIOWA


Z rozkazu biurokracji w całej Sowdepii dołowano „gałęzie na kiszonkę". Wreszcie .,kiszonkę gałęziową" zaczęto karmić inwentarz i... rezultat... pogłowie zwierzęce wyniszczono doszczętnie. Ale biurokracja jest jak kot — zawsze skoczy na cztery łapy. Winę za niepowodzenie „kiszonki gałęziowej" złożyła na „sabotaż kułacki". Miliony chłopów zapłaciło katorgę i obozami za pomyłkę biurokracji, która w tym czasie znalazła już coś nowego.


FRONTEM DO KRÓLIKA


Niema koni, krów, świń — to głupstwo. Wszyscy maję hodować króliki. Z góry pada hasło: ,frontem do królika". I znowu nie chłopi, a „spece" od biurek sprowadzają z zagranicy króliki zarodowe:* Hodować mają wszyscy: urzędnicy; robotnicy w miastach, dzieci. Szopka prawdziwie bolszewicka! Megafony krzyczą: Twarzą do królika! Niech żyje światowa rewolucja! Niech żyje władza robotników i chłopów! Królik zniszczy „zgniły zachód"... A pod Moskwę w „pokazowym" sowchozie króliki nie chcą się mnożyć... Kontrole, lustracje, inspekcje, raporty, meldunki, stosy papierków mnożą się i rosną, zalegają na biurkach. Cóż się okazuje? — Oto na 7000 sztuk królików, sprowadzony z Belgii do tegoż „pokazowego sowchozu" jest tylko... 20 samic. 6980 same samce. Jakże się króliki, mogą mnożyć? Nie do wiary taka hodowla, a tak było. Kto króliki kupował, kto przyjmował, ile na tym zarobił — nie wiadomo.


OGÓRKI NA MURMANIU


Prywatnej własności niema. „Kułak" jedzie pod kręg polarny kopać kanały i rąbać lasy. Z kiszonkę gałęziową, z królikami nie udało się. Ale biurokracja nie upada na duchu. Chce pokazać światu bolszewickie stroitielstwo (budownictwo-gospodarkę). Pod Murmaniem, gdzie jest 10 miesięcy zimy, zakłada plantacje pomidorów I ogórków.. O głodzie w Rosji nikt się nie dowie. Parkan wysoki i dobrze strzeżony. Chłopi dostają po 10 lat ciężkich robót za kradzież 3 kartofli. Konie padły. Traktory nie chcę pracować. Ziemię w kołchozach orzę kobiety, jak za czasów babilońskich. A megafony huczę: ...„radosne życie"...


AKTYW PRZY PRACY


Aktyw, czyli ideowi komuniści, przysłani głównie z miast do kierowania gospodarkę państwową, nie chcę wędrować za brak „entuzjazmu" dla socjalistycznego budownictwa aż na Solówki (wyspy na dalekiej północy Rosji). Aktyw pędzi ludzi do wyrobienia norm. Któż to jest aktyw? To w doskonalszej formie, bo uzbrojony w rewolwer ekonom i karbowy państwowego majątku. Aktyw to element głównie miejski, ruchliwy i przedsiębiorczy. Nie chłop i nie dobry robotnik, ale człowiek który robić będzie wszystko. Wszystko oczywiście źle, bo nic nie umie. Ala dlatego właśnie robić będzie wszystko co mu władza każe. Duszę sprzedałby diabłu, gdyby któryś chciał ją kupić. A za aktywem dopiero stoi wszechwładne NKWD (dawniej Czerezwyczajka, później GPU, teraz NKWD). I to jest dopiero piramida socjal-komunistycznego budownictwa. Lekka to ona nie jest. I biada tym, którzy piramidę tę dźwigać maję na swoich barkach.

NKWD GPU Czerezwyczajka


WĘDRÓWKI LUDU

Z ukraińskich ziem pszenicznych wysiedlono kilkanaście milionów ludności chłopskiej. Rozrzucono ich po całej Rosji. 15 milionów ludzi wpakowano do obozów koncentracyjnych (czyta się: pracy), do kopania ka­nału bałtycko-białomorskiego, karczowania lasów (Rosja prowadziła t. zw. dumping tj. sprzedawała na rynki europejskie drzewo po cenach poniżej kosztów robocizny i transportu, biorąc waluty obce i złoto), kobiety z dziećmi powieziono za Ural, pod granicę Chin. Polityka Sowdepii polega na tym, aby wszystkie ludy przemieszać z sobą, aby człowiek nie mógł się porozu­mieć z drugim człowiekiem, aby nie zadomowił się i nie wrósł korzeniami w glebę. Tak jest łatwiej sprawować władzę. Tak jest łatwiej stłumić wszel­ki bunt w zarodku. Co czwarty obywatel tego „wolnego i radosnego” kra­ju jest na usługach NKWD. Nie z gorliwości dla tego ustroju, a z mu­su, terroru. W obozach koncentracyjnych siedzi 19.000 młodzieży uczącej się, często synów dygnitarzy sowieckich, którym życie to i niedola własnego kraju obmierzło. Szydzę oni z rewolucji, kpię z wodzów. Robot­nicy, dawni „stachanowcy” mówię między sobą: „kipi wesołe budownictwo socjalistyczne — przerabiają metal na rdzę, a ludzi na niewolników i trupy”.

Ale władzę sprawuje NKWD. Poza ogrodzenie „szczęśliwego,” kraju mało co wydostać się może.


POMNIKI WIELKICH LUDZI


Przy budowie kanału bałtycko-białomorskiego, tak zwanego „Beboka” w wichrach i mrozach północy, zginęło według urzędowych cyfr 100.000 ludzi. (Ludność okoliczna, i ci co tam byli mówię, że 200 tysięcy). Ludzi tych zabiły warunki klimatyczne, normy pracy „radosnego budownictwa” i... brak chleba, głód i choroby. Przy biurkach nie przewidziano na przykład, że maź błotna z torfowisk ścieka z łopaty i że „normy”, stojąc po pas w wodzie, wyrobić się nie daje. „Normy” nie były więc wyrabiane — lu­dzie dostawali po 20 deka chleba dziennie i gorącą wodę. W jakich wa­runkach mogło mieszkać w barakach 50.0000 i więcej ludzi w jednym tyl­ko obozie, można to sobie wyobrazić. Tysiące padło z wycieńczenia i cho­rób, tysiące rozstrzeliwano. Ale w barakach wisiały wielkie portrety i je­szcze większe hasła o socjalistycznym budownictwie i rewolucji świato­wej. Wypisane były tam również hasła takie: „obóz wychowuje nowego człowieka”, „obóz to nie kara, a okazja do odrodzenia”. A komendant obo­zu BBK powiedział: ,, u nas więcej, jak 25 — 50 ludzi dziennie nie rozstrzeliwuje się”. To bardzo mało, prawda?... (W obozie tym było wówczas ponad 50 tys. więźniów).

Norma wyrębu drzewa w tym kraju „radosnego budownictwa” to 7 i pół metra sześciennego, które ma wyrobić nowoczesny niewolnik so­wiecki, w lasach dalekiej północy, przy największych mrozach i śniegach w zamian za 20 czy nawet 40 deka chleba i trochę innego podłego jadła.

Kanał BBK to „pomnik” Dzierżyńskiego (organizatora i twórcy słyn­nej Czerezwyczajki). Postać ta wyciosana w kamieniu ustawiona jest tamże na wybrzeżu kanału. Ale wybrzeża już po trzech latach podmywane wodę zarywają się i grzebię pod nową warstwą tych, którzy pomnik ten budowali i złożyli tam swoje kości. To też wśród „sfer górnych” w Mo­skwie mówiło się już o planach przeciągnięcia „drugiej nitki” kanału. Tak. Na planach i mapach to będzie tylko druga i cienka „nitka”. Ale ile ta „nitka” pochłonie nowych ofiar ludzkich? Czyż „wierchuszka” (góra rządząca) z tym się liczy?...

kanał bałtycko-białomorski Bebok


 GORĄCE SERCA MATEK


Daleko na północy, pod kręgiem niemal polarnym, gdzie pół roku pa­nuje nieprzerwana noc i mróz, założono obóz dla dzieci „bezprizornych” (bez opieki). Rodziców tych dzieci najczęściej wywieziono lub aresztowa­no, dzieci więc zostały „bez opieki”. Obóz ten nazwano „Nowe Bolszewo '. Zrobiono go tam właśnie, jak gdyby cieplejszych i słoneczniejszych miejsc w całej Rosji nie było. Jakie były warunki pobytu tysięcy dzieci tam trzy­manych, możemy sobie to wyobrazić. Obóz „Nowe bolszewo” zastępował „gorące serca matek” — tak o nim mówiły hasła rzucane przez propagan­dę bolszewicką w świat. A naprawdę upiorny ten obóz wysyłał tysiącami młode istoty na tamten świat.

Sowdepia to bezduszna, rozpędzona maszyna; miażdży wszystko co się dostanie w jej zawiłe socjal-komunistyczne tryby. Życie dziecka gaśnie tam jak zapałka na wietrze.

bezprizorni bezprizornyj zsrr


WŁADZA I TRUPY


Tej części partii, które przerażały niezliczone ilości trupów, jako wynik kolektywizacji, które przerażały cierpienia i gniew ludu, Stalin rzucił po­gardliwy wyrzut: „karaluchów się przestraszyli”. — Dla niego lud pracują­cy jest jedynie robactwem, i tak jak robactwo lud ten traktuje. Jeden z dygnitarzy sowieckich powiedział: „Dlatego Stalin jest wodzem, bo posiada bezwzględna odwagę. Nie cofnie się przed niczym. Gdyby interesy rewo­lucji wymagały tego, pojechałby do Rzymu i całowałby papieża w pan­tofel”.     

Tak. Naród rosyjski zna „swego wodza” i w najskrytszych myślach swoich też mu buduje właściwy pomnik.


Z CZYM SOWDEPIA IDZIE


To życie narodów Sowdepii, pogrążonych w niebywałym terrorze, życie głodne i chłodne, zakłamane nie do zniesienia, trwa z roku na rok od lat 25. Człowiek jest wytrzymalszy od wszystkich zwierząt, a więc i w naj­gorszych warunkach trwa, wegetuje, dysze, żyje. Koń choć silny nie wy­trzyma. Człowiek ten jest zrozpaczony i oszalały ze strachu, głodu, terro­ru, kłamstwa, przymusu. Gdy każę takiemu człowiekowi podpalać świat — pójdzie. Zakłamana propaganda komunistyczna oddawna wskazuje umęczo­nym przez się ludom na sytą, a więc nienawistną Europę, „zgniły zachód” kapitalistyczno-burżuazyjny (który jest jednak syty), który trzeba zburzyć, by... wszędzie było jednakowo. Głodno i strasznie.

Z czymże Sowdepia iść może do nas, do Europy, jak nie z tym, co jest jej programem, realizowanym od lat 25 na ciałach milionów trupów. Sowdepia idzie z kolektywizację gospodarki chłopskiej, z rozkułaczeniem, ze zniesieniem wszelkiej własności prywatnej, zlikwidowaniem wszelkiej swobody i praw człowieczych, z terrorem, deportację, białym szaleństwem biurokracji, idzie z NKWD, mordem i głodem.

Boć z czemże innym, na miły Bóg, Sowdepia iść może? Może iść tyl­ko z tym, co robi u siebie za tym wysokim płotem, i co robić umie.

I tego właśnie, z czym Sowdepia idzie, musimy być zupełnie świadomi. Ich władza — to śmierć. Dla tysięcy natychmiastowa, dla tysięcy powolne konanie w nowym ustroju „radosnego budownictwa” cuchnącym miliona­mi trupów.


CZARCI POSIEW


Szatańską siewbą jest rzucanie w ziemię naraz wszystkich, pomiesza­nych z sobą, ziaren roślin. Nic z takiego siewu nie wyrośnie i nie da czło­wiekowi chleba. Wszystkie ziarna, wraz z zarodziami chwastów wzejdę, ale nie wzrosnę. Wzajemnie tłumić się będę i zniszczeję. Ocaleję najmocniej­sze i najbardziej plenne chwasty. Szatan z takiej siewby chichoce i raduje się wielce.

Takim siewem bezbożnictwa i wiary, terroru i kłamstwa swobód, gło­szonej równości i władzy kliki partyjnej, zakłamania propagandowego i prawdziwej rzeczywistości, niedoli, łez i zupełnego braku miłości bliźnie­go, haseł rewolucji światowej i obietnic budowania silnej Polski i chęci zagrabienia już teraz połowy naszej ziemi, takim czarcim posiewem pierw­szych straży Sowdepii jest jej aktyw Pepeerowski na naszej ziemi — Armia Ludowa i inne jej przybudówki.

Ten aktyw sowiecki PPR nie cofnie się, jak mu „wódz” nakazuje, przed niczym. On też gotów jest całować pantofle papieskie, by zwalić krzyż. Gotów jest kląć się i przysięgać, bo wie, że jego, tego „nowego człowie­ka” do niczego to nie obowiązuje. Bo żadnych zobowiązań nie uznaje i nie dotrzymuje. Tak było z Polską, Finlandią, Rumunię, Litwę, Łotwą, Estonią. Aktyw ten, pozostający na żołdzie Sowdepii wie, że „człowieka zgniłego Zachodu” broni rozum, kultura i instynkt. Stara się więc podejść go, oszu­kać, otumanić, przechytrzyć.

Granic żadnych, co dozwolone, a co nie dozwolone, etyka Sowdepii nie uznaje. „Wsio możno”. Nazwiskami polskich bohaterów narodowych pomordowanych nie przez kogo innego jak przez Rosjan wycierają swoje plugawe gęby, myśląc, że Naród Polski da się zwieść i wznosić będzie ra­zem z nimi modły, gdy diabeł się ubrał w ornat i ogonem na mszę dzwoni.


CZYŻ TEGO MAŁO?


Gdyby to wszystko, co jest zaledwie cząstkę strasznej prawdy o Sowdepii, komuś nie wystarczało, gdyby ktoś naiwny myślał o jakichś zmia­nach, niechaj przypomni sobie wejście Sowdepii w r. 1939 do Polski i jej krótki, a jakże potworny okres „opiekowania się” tymi ziemiami. Milion siedemset tysięcy obywateli polskich wywieziono przemocy wgłęb Rosji. Z bezwzględnością nieczułej na nic maszyny ładowano przy kilkudziesięcio stopniowym mrozie do nieopalanych wagonów, na kilkutygodniową podróż zsyłkową 80-letnich starców, dzieci i kobiety ciężarne i w dwa dni po po­łogu. Tuż w granicach Polski wyrzucano z wagonów na stacjach trupy tych i innych ludzi. A w czasie dwóch lat z wywiezionych dzieci polskich wy­marło 283.500. Jakaż była w tern myśl? O co Sowdepii chodziło? Czyż to byli jacyś przestępcy? Chodziło o to, o co chodzi Rosji zawsze — o tępie­nie polskości. Połowa wywiezionych przemocą do Rosji niewątpliwie dotąd już wyginęła lub została wymordowana. To co jeszcze zostało marnieje o głodzie w mrozach. Dlatego Sowdepia nie chce stosunków dyplomatycz­nych, dlatego Sowdepia nie chce złożyć rachunku ze swego dzieła.

Za upominanie się o swoich rodaków, przemocy wywiezionych i mor­dowanych, Sowdepia, zamiast rzeczowo odpowiedzieć i wytłumaczyć się, stroi miny i „obraża się”. Kwestionuje nasz rząd. Nie podoba się jej nasz premier chłop i ministrowie chłopscy i przedstawiciele robotników i in­nych warstw narodu. Nie podobają się, bo nie chcę iść na pasku Moskwy, bo się nie daję przekupić, ani oszukać.

Przetrzymaliśmy tak wiele, przetrzymamy i tę „obrazę”.

A świntuchom, jadającym z cudzego i cuchnącego krwią koryta — Pepeerowcom, awangardzie komunizmu, sterującym do Moskwy trzeba pluć w obmierzłe, głupie, służalcze i podłe pyski.

Wojna, jak to wszyscy widzimy, ma się ku końcowi. Krwawa bestia niemiecka ledwie już robi bokami. Wylewa z licznych ran swą cuchnącą posokę jadu totalistycznej przemocy i gwałtu. Jej niesławny zgon będzie równocześnie chwilę ostatecznego zniszczenia wszelkich innych, podobnych form przemocy, gwałtu i terroru w życiu ludów. Zgon totalizmów na gru­zach własnego krwawego dzieła będzie dniem zwycięstwa prawdziwej wol­ności człowieka pracy, będzie dniem zwycięstwa sprawiedliwości w życiu narodów i sprawiedliwości w życiu między narodami, będzie wreszcie świ­tem Lepszego Jutra, które musi być i będzie zbudowane i oparte na zasa­dach demokracji, postępu i dobra człowieczego.

 

Dola chłopa w kraju wolności

Autor: Maciej Barski

Tagi:
  • ZSRR
  • druki ulotne
  • gru
  • kolektywizacja wsi
  • nkwd
  • terror w zsrr
  • wielki głód